Jak czytać małemu wiercipięcie?

Jak czytać małemu wiercipięcie?

Przychodzi taki moment w ciągu dnia, że marzymy tylko o tym, by rozsiąść się gdzieś wygodnie z naszym dzieckiem i czytać mu, czytać, czytać. Tyle że ono często ma inne plany – skacze po fotelu, tocząc walkę z niewidzialnym wrogiem albo mija nas w drodze na balkon, bo do karmnika przyleciały ptaszki, albo nurkuje pod kołdrę, bo tam jest ocean i właśnie teraz trzeba popływać z rybkami. Brzmi znajomo?

Mój syn ma zupełnie inny temperament czytelniczy niż córka. Ona zawsze „wpadała” w opowieść i potrafiła, nawet gdy była jeszcze bardzo malutka, wysłuchać długiej, pełnej szczegółów historii. Niestraszne jej były opisy, dygresje, a nawet brak ilustracji. Gdy czytałyśmy w dzień, mościła się wygodnie na kanapie, gdy wieczorem – w łóżku, i niemalże bez ruchu potrafiła przez godzinę uważnie słuchać. Muszę przyznać, że bardzo mnie rozpuściła takim podejściem. Wydawało mi się, że to jest oczywistość i z synem po prostu musi być tak samo. Nic nie musi, mili moi. Każde dziecko jest inne, nawet jeśli ma tych samych rodziców i podobne warunki rozwoju. Oczywiście teoretycznie wszyscy to wiemy, ale gdy przychodzi do działania, odzywają się automatyzmy i z uporem maniaka próbujemy stosować sprawdzone sposoby, które tutaj… nie działają. Co wtedy?

Przede wszystkim postarajcie się nie okazać poirytowania. Stwierdzenie: „Usiądź już i się uspokój, bo teraz jest czas na czytanie, a nie na wygłupy” to najgorsze zdanie od którego można zacząć. Bo niby dlaczego czytanie nie może być wygłupianiem się? Cudownie odstresowującą czynnością, podczas której jest czas na chichot, na robienie głupich min i na okrzyki, a nawet wrzaski? Spróbujcie wkomponować czytanie w rzeczywistość Waszego dziecka, nie usiłując jej zmienić za wszelką cenę.

W praktyce oznacza to, że to książki w swojej formie mają dostosować się do dziecka, a nie ono do książek!

Zatem:

1. Wybierajcie książki interaktywne. Takie, w których dziecko ma coś do zrobienia, jest zaproszone do zabawy, do współdziałania, a jego aktywność przynosi obserwowalne efekty. Może więc to być książka, w której każda czynność dziecka czymś skutkuje – na przykład odwrócenie książki sprawia, że na następną stronę wysypie się (narysowany) piasek, a po trzykrotnym potrząśnięciu tomem z kartki znikną trzy postaci itp. Może to być książka, w której bohaterowie wciągają czytelnika do rozmowy, proszą o radę, zadają pytania, chcą bliżej poznać. Dziecko czuje się wówczas trochę jak w teatrze, gdy aktorzy schodzą ze sceny między widzów i zapraszają ich do odegrania pewnych ról w przedstawieniu.

Starszym dzieciom warto zaproponować książki, w których mają do wykonania określone zadanie – wytropić na ilustracjach kogoś lub coś, przejść z punktu A do punktu B, pokonując po drodze liczne przeszkody. Sprawdzą się tu także komiksy wektorowe, w których młody czytelnik samodzielnie decyduje o tym, jak ma rozwijać się akcja.

2. Podsuwajcie dziecku książki zaskakujące edytorsko. Współczesna książka, szczególnie dziecięca, znacząco odbiega od dawnych wyobrażeń o publikacji zwartej. Niech więc będzie to książka z klapkami, przesuwanymi elementami, foliami albo perforacjami. Tak jak w „Księdze kości” Gabrielle Balkan[i], gdzie na ilustracji przedstawiającej zwierzę pod kolorową farbą kryje się wypukła folia, pozwalająca poczuć pod palcami kształt kręgosłupa.
Warto sięgnąć po fantazyjne pop-upy, które zachwycą dziecko trójwymiarowością, pozwolą wejść w świat książki, a jednocześnie przemycą ciekawą opowieść (wypróbujcie dzieła architektów papieru, takich jak Jan Pieńkowski, Robert Sabuda czy Vojtĕch Kubašta).

3. Pamiętajcie, że współczesna książka to nie tylko opowieść składająca się ze słów. Nowe media i technologie zmieniły sposób odbierania informacji i przyswajania treści – przez nas i przez nasze dzieci. Preferujemy krótkie teksty, łatwo się rozpraszamy, szukamy czegoś, co z pełną mocą przykuje naszą uwagę. Potrzebujemy obrazów, bodźców wizualnych. Dziś bardziej niż kiedykolwiek prawdziwe zdaje się spostrzeżenie Alicji: „A jaki może być pożytek z książki (…) w której nie ma ani ilustracji, ani konwersacji?”[ii]. Stąd rosnąca popularność powieści graficznych, komiksów oraz książek bez słów, które opowiadają samymi obrazami. Nie bójmy się ich, nie lekceważmy, traktując jako książki „gorszej kategorii”. Zależy nam przecież na tym, aby nasz wiercipięta otrzymał opowieść, na której uda mu się skupić, którą pozna od początku do końca i która wzbudzi w nim miłe uczucie, że chciałoby się więcej.

4. Pozwólcie dziecku zająć się czymś, gdy mu czytacie. Długo walczyłam sama ze sobą, by nie odbierać tego jako „niesłuchania” czy kompletnego braku zainteresowania. Czytałam, a mój syn jeździł samochodzikami po kołdrze, rysował, naklejał, układał monety w stosiki, mościł do snu swoje przytulaki, a nawet oglądał inne książki (!). Nie mogłam się powstrzymać i raz na jakiś czas sprawdzałam, czy coś pamięta z czytanych pozycji. Pamiętał wszystko. Czasami nawet z drobniejszymi szczegółami niż ja. W końcu zrozumiałam, że to drugie zajęcie pozwala mu się skupić na słuchanej historii.

5. Dostosujcie sposób czytania do aktualnego poziomu koncentracji dziecka. Jeśli widzicie, że jest bardzo rozkojarzone, rozważcie częściową własną adaptację książki tj. pominięcie niektórych fragmentów, mniej znaczących zdań opowieści, a w przypadku książek typu non-fiction skupienie się tylko na kilku kwestiach. Przykładowo w „Księdze kości” możecie wymienić tylko wybrane, najciekawsze, najśmieszniejsze, najbardziej intrygujące cechy świnionosa malutkiego – jeśli przeczytacie, że ma narośl przypominającą nos świnki, że jest bardzo malutki i chudziutki i nie bardzo umie chodzić, przyciągnie to uwagę dziecka znacznie bardziej niż wymienianie po kolei danych, takich jak długość ciała czy sposób odżywiania.
Postarajcie się czytać wyraźnie, rytmicznie i stosować modulację głosu, szczególnie czytając opowiadania z dialogami. Spróbujcie nadać każdej postaci inne brzmienie, modulując głos czasem nawet przesadnie. Nie obawiajcie się wybuchać śmiechem, pokrzykiwać, ryczeć itd. Wszelkie onomatopeiczne dźwięki ubarwią lekturę i przyciągną uwagę dziecka.

6. Znajdźcie odpowiednie miejsce i czas na czytanie. Zastanówcie się, kiedy Wasze żywiołowe dziecko ma najdłuższe okresy wyciszenia. Wieczorem, gdy po kąpieli leży już w łóżku? A może po powrocie z przedszkola czy szkoły, gdy coś zje i sadowi się na kanapie, by chwilę odpocząć? Bardzo polecam również czas jazdy samochodem. Jedno z rodziców może wówczas czytać na głos i pokazywać ilustracje, jest okazja do wymiany zdań i nikt się nie spieszy, bo i tak siedzimy w aucie i musimy jechać przez określoną ilość czasu. Jeśli prowadzicie samochód samotnie, wykorzystajcie potencjał audiobooków i wspólnie z dzieckiem posłuchajcie jakiejś historii (najlepiej krótkich opowiadań w ciekawej oprawie dźwiękowej), a potem o tym porozmawiajcie.

7. Zanim zaczniecie czytać, powiedzcie dziecku coś o książce własnymi słowami. Nie chodzi o streszczanie zawartości, tylko o spersonalizowaną „reklamę” tego, co ta książka może dziecku zaoferować. Mój syn często ledwie rzuci na jakiś tytuł okiem i już stwierdza: „Nuda”. Przekartkuje i odkłada. Wiele niecierpliwych dzieci nie potrafi przebrnąć przez początek historii, jeśli nie wiedzą, czego się spodziewać. Warto więc w intrygujący sposób zaanonsować książkę: „Chcesz zobaczyć szkielety zwierząt i je poczuć? A wiesz, że sokół wędrowny jest szybszy niż porsche?”

Przede wszystkim: nie zniechęcajcie się! Tutaj też sprawdza się metoda małych, ale systematycznych kroków. Na początku dziecko szybko czuje się znudzone i zmęczone.  Wycofajcie się wówczas bez komentarzy, płynnie przechodząc do innych zajęć, aby powrócić z ciekawą (i inną!) propozycją książkową już następnego dnia.

Paulina Zaborek

[i] Gabrielle Balkan, „Księga kości. 10 wyjątkowych rekordów w świecie zwierząt”, il. Sam Brewster, tłum. Paulina Zaborek, wyd. Kocur Bury 2018.

[ii] Lewis Carroll, „Przygody Alicji w Krainie Czarów”, il. Fran Parreno, tłum. Maciej Słomczyński, wyd. Olesiejuk 2015.

    • Kategoria:Do poczytania