Czytając z babcią i dziadkiem

Czytając z babcią i dziadkiem

Jedno ze starszych wspomnień z dzieciństwa, które wyraźnie mam przed oczami, to pięcioletnia ja, stojąca na scenie w świetlicy zakładu pracy mojej mamy i babci. Trwa zabawa choinkowa, śpiewam konkursową piosenkę. Mam dwa precelki splecione z blond włosów, związane wielkimi białymi kokardami, w rękach ściskam foliową torbę z mandarynkami, markizami i gumami-kulkami – prezentami od Dziadka Mroza i Śnieżynki.
„Nie pytajcie, kogo wolę, bo to sprawa całkiem jasna. Lepsza babcia niż przedszkole, bo jest tylko moja własna!” – śpiewam w głos, a w drzwiach stoi moja babcia i płacze.

Babcie i dziadkowie zajmują szczególne miejsce w życiu dzieci, jeśli tylko istnieje sposobność do bycia razem. Współcześnie jest to trudniejsze niż kiedyś, bo po pierwsze, ludzie stali się bardziej mobilni – przeprowadzają się, przemieszczają po świecie, emigrują. Po drugie, rodzina jako komórka społeczna przechodzi znaczące przeobrażenia. Coraz więcej jest rodzin patchworkowych, w których relacje są zmienne, a role często umowne. Inni są też sami dziadkowie, inne są babcie. Często nadal pracują albo aktywnie oddają się swoim pasjom, jeżdżą na wycieczki (nie tylko do sanatoriów!), chodzą „na siłkę” albo na pilates. Uczą się języków, buszują w Internecie. Inaczej nawet się noszą: nie stronią od dżinsów, sportowych butów i żywych kolorów. Obraz srebrnowłosej staruszki pochylonej nad ręczną robótką wciąż obecny w książkach dla dzieci, mocno się zdezaktualizował. Jak pisze Peter K. Smith w „The Psychologist”, „stereotyp ten nie jest zgodny z rzeczywistością demograficzną, bo większość wnuków czytających te książki, ma dziadków po czterdziestce i sześćdziesiątce. Jak zauważył Hagestad, w reklamach telewizyjnych „często babcia prezentowana na ekranie powinna być prababcią. Kobieta, która ma małe wnuki, prawdopodobnie nie nosi dziś siwych włosów upiętych w kok… Bardziej realistycznie będzie przedstawić ją w stroju do joggingu w drodze z aerobiku albo w eleganckim kostiumie wracającą z pracy do domu”[1].

Choćby jednak współcześni dziadkowie byli ogromnie zabiegani, i tak zazwyczaj mają więcej czasu niż współcześni rodzice. Oprócz tego niezmiennie dysponują tym, czego rodzicom często brakuje: dystansem do siebie i świata, oraz cierpliwością. „Otwartość osób starszych na potrzeby ich dzieci i wnuków, ich życzliwość, gotowość pomocy, autentyczna troska przyczyniają się do budowania poprawnych relacji, opartych na zasadzie wzajemności”[2] – zauważa Beata Zięba-Kołodziej.

Warto więc korzystać z każdej nadarzającej się sposobności , by dzieci spędzały czas z babcią czy dziadkiem. Spacery, gry planszowe, wspólne gotowanie, oglądanie starych zdjęć – możliwych aktywności jest mnóstwo. A jedną z najmilszych, najbardziej wartościowych i procentujących w przyszłości jest z pewnością wspólne czytanie. Gorąco do niego zachęcam!

Zapraszajmy własnych rodziców, by czytali naszym dzieciom. Pozwólmy im przy tym samodzielnie wybrać lekturę – nawet jeśli kusi nas, aby podsunąć im nowo wydanego picturebooka. Nie protestujmy przeciwko ramotkom! Zdziwicie się, jak inaczej mogą one brzmieć, gdy zostaną przeczytane przez starszą osobę, która włoży w intonację, tembr głosu swoje wspomnienia z dzieciństwa, przywoła dawne emocje.

Czasami to także jedyna okazja, aby dziecko poznało kanon światowej literatury dziecięcej. Współcześnie wydaje się tyle książek, że coraz rzadziej sięgamy po starsze pozycje. Dzięki dziadkom współczesne dzieciaki mają szansę poznać postaci takie jak Mary Poppins, Miś Paddington czy Doktor Dolittle – i to jako bohaterów książek, a nie kina familijnego.

Czytane przez dziadków historie są często wzbogacone osobistymi opowieściami, co sprawia, że zyskują dla dziecka dodatkową jakość, wzmacniając rodzinne więzi i poczucie tożsamości.

„Wiesz, co twoja mama zrobiła kiedyś, gdy czytałyśmy ten fragment?” – usłyszałam kiedyś własnego ojca zwracającego się do mojej córki znad lektury Mary Poppins.  – „Wybiegła na środek pokoju i prawie stanęła na głowie, próbując zanurkować w dywan”. (To prawda! Zajrzyjcie do szóstego rozdziału pt. „Przypływ” w książce „Mary Poppins otwiera drzwi”, a zrozumiecie, o co chodziło).

Spróbujmy wspólnie z dziećmi pociągnąć dziadków za język i wypytać o ich pierwsze lektury, o to, czy lubili czytać, kto im czytał, czy mieli ulubionych bohaterów literackich. Może się tu wywiązać bardzo ciekawa międzypokoleniowa dyskusja, w której udział wezmą trzy albo nawet cztery pokolenia! Przykładowo moja mama od dziecka uwielbia Anię z Zielonego Wzgórza i we mnie udało jej się zaszczepić sympatię do książek Lucy Maud Montgomery (choć od Ani Shirley wolałam Emilkę), ale już moja córka poszła w zaparte i odmówiła wszelkich kontaktów z rudowłosym dziewczęciem, poza konieczną szkolną lekturą pierwszej części jej przygód. Negatywna decyzja poprzedzona była jednak bardzo ciekawą rozmową o tym, co babcię zafascynowało w tej książce i dlaczego akurat ta dumna, błyskotliwa dziewczynka o nieokiełznanej wyobraźni zrobiła na niej tak wielkie wrażenie. To dało ciekawy wgląd w babciną osobowość i stało się okazją do postawienia kolejnych pytań i lepszego poznania!

Z Anią babci nie wyszło, ale za to udało się z Sarą. „Mała księżniczka” stała się ukochaną książką mojej córki. Poznała ją jeszcze zanim była w stanie skupić się na czytanym tekście, bo babcia jej tę książkę… opowiadała. Własnymi słowami, z uczuciem, w sposób dostosowany do wieku i wrażliwości. Późniejsze samodzielne przeczytanie książki F. H. Burnett w całości było dla córki wzruszającym wydarzeniem, bo to była „ta” książka, o „tej” księżniczce.

Wspólną lekturą z babcią i dziadkiem może być też książka o… babci i dziadku. Wiele wspaniałych tytułów tego typu wydano w ostatnich latach. Ich rolą jest uświadomienie dzieciom, jak ważne i wyjątkowe w rodzinie są te postaci, i że warto chłonąć ich mądrą obecność, póki z nami są. „Czas płynie szybko, gdy jestem z moim dziadkiem” – mówi bohater książki Catariny Sobral „Mój dziadek”[3].  Chłopiec porównuje swojego dziadka do mieszkającego po sąsiedzku doktora Sebastiana i dostrzega, że w porównaniu z zabieganym mężczyzną, dziadek ma czas zarówno na własne przyjemności (pilates, naukę niemieckiego), jak i na opiekowanie się nim,  zdąży nawet pomóc mopsom przejść  przez ulicę! Dziadek ze spokojem delektuje się każdą chwilą i zaraża wnuczka tym pogodnym carpe diem.

Przy lekturze książki takiej jak ta warto odwrócić role – teraz to dziecko czyta dziadkowi! Nawet jeśli dopiero uczy się czytać! Czy zresztą można wyobrazić sobie bardziej cierpliwego i skutecznie motywującego nauczyciela? Dziadek z pewnością nie będzie nerwowo spoglądał na zegarek i popędzał składającego sylaby wnuczka. Można mieć za to pewność, że pojawi się dużo ciepłych emocji, szczery doping, uznanie i skrzętnie ukrywane łzy wzruszenia.

Paulina Zaborek

[1] Peter K. Smith, “The Psychologist”, November 2005, vol. 18,  s. 684–687.; Hagestad, G.O., Continuity and connectedness. In V.L. Bengtson & J.F. Robertson (red.), 1985.

[2] Beata Zięba-Kołodziej, Rola dziadków w życiu rodziny, [w:] Uczestnictwo społeczne w średniej i późnej dorosłości, pod red. Danuty Seredyńskiej, Wydawnictwo Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, Bydgoszcz 2012.

[3] Catarina Sobral, „Mój dziadek”, tłum. Agata Błoch, wyd. Kocur Bury, Łódź 2016.

    • Kategoria:Do poczytania