Niechciane prezenty i książkowe odkrycia

Niechciane prezenty i książkowe odkrycia

Za nami okres świąteczny. Dzieciaki znalazły pod choinką prezenty, w tym z pewnością także książkowe. Nie zawsze są to upominki trafione, z różnych powodów. Jeśli pochodzą od krewnych czy znajomych, z którymi widujemy się rzadko, te osoby nie znają raczej preferencji czytelniczych naszych dzieci. Jaś dostaje więc książkę o dinozaurach, mimo że interesują go tylko historie o samochodach, Ania – wielbicielka kucyków – znajduje pod choinką książkę z przepisami kulinarnymi dla dzieci, a Maja sięgająca w zasadzie wyłącznie po fantastykę – odpakowuje najnowszą powieść Musierowicz.

Często można takim sytuacjom zaradzić, zwyczajnie wspominając o tym, jakie książki dzieci lubią, które tytuły w ostatnim czasie je zaintrygowały. Nawet jeśli osoba kupująca prezent nie ma dużego rozeznania w rynku książki, może naszą informację przekazać księgarzowi i uzyskać od niego wartościową podpowiedź. Coraz częściej również internetowe księgarnie oferują taką pomoc kupującym!

Dobrym pomysłem – praktykowanym w moim domu – jest prezentowa lista czytelnicza. Sprawdza się nie tylko w święta, lecz także przed urodzinami, imieninami czy Dniem Dziecka. Spędzamy po prostu miłą godzinkę na przeglądaniu internetowych stron wydawców, portali i blogów, aby sprawdzić, jakie ciekawe publikacje ukazały się w minionych miesiącach, wypisujemy tytuły zgodne z preferencjami naszych dzieci, a potem wciągamy je na listę.
W zależności od technologicznego obycia członków rodziny, lista taka może mieć wersję elektroniczną lub klasyczną, papierową. Poszczególne osoby wybierają konkretne tytuły, my je zaznaczamy i w ten miły sposób dziecko otrzymuje coś, co prawie na pewno mu się spodoba, my zaś mądrze kompletujemy biblioteczkę.

Oczywiście od czasu do czasu ciekawie jest dostać książkowy prezent, który jest całkowitą niewiadomą. Dzieci lubią niespodzianki, i może się okazać, że książka poruszająca jakiś nietypowy, zupełnie niecodzienny dla dziecka temat, napisana w inny sposób, zaskakująco zilustrowana lub mająca niekonwencjonalną formę będzie dla niego intrygującym odkryciem. Taka książka może skierować dziecko na zupełnie inne czytelnicze tory, pozwolić mu wyjść poza schemat i odkryć dla siebie nowy czytelniczy obszar. Dla mojej córki takim odkryciem były komiksy, których nigdy wcześniej nie czytała, i pewnie nie sięgnęłaby po nie do dziś, gdyby nie fakt, że akurat była za granicą, miała chęć coś sobie poczytać, ale powieści były dla niej językowo za trudne. Wtedy została obdarowana komiksem, w którym przyswojenie tekstu nie sprawiło jej kłopotu. Ten zupełnie przypadkowy upominek był dla niej początkiem komiksowej przygody.

Warto zatem mieć kontrolę nad książkowymi prezentami, ale jednocześnie zostawić sobie margines swobody na zaskakujące odkrycia. Dzięki temu dzieci mają szansę odkrywać takich autorów i wydawców, o których istnieniu my sami nie mamy pojęcia. Podobnie jak poznawać gatunki, po które sami sięgamy rzadziej. Rodzice często nieświadomie narzucają dziecku swoje preferencje, spodziewając się, że to, co spodobało się kiedyś im, oczaruje też dziecko. Tymczasem może się okazać, że ono ma swoje własne, często wyraziście określone „ulubieństwa”, które mogą być zresztą bardzo dalekie gatunkowo od naszych.

Pozwólmy rozwijać dziecku swoje preferencje czytelnicze i iść własną drogą. Nawet jeśli okaże się ona zupełnie różna od naszej własnej lub… tej, którą wyobraziliśmy sobie jako najlepszą dla naszego dziecka. W swojej „Książce o czytaniu” Justyna Sobolewska pisze: „Rodzice czytający dziecku chcą wpływać na ich charakter, na to, co będzie dla nich ważne, co zapamiętają. Ale zdanie: «mam dziecko» tylko przez chwilę odpowiada rzeczywistości. Wszystkiego nie da się dzieciom pokazać ani ich ukształtować. Mają swoje fascynacje”(1). Czasami danie dziecku pozwolenia na własne fascynacje wymaga od rodziców swego rodzaju poświęcenia – te wszystkie cudowne lektury dzieciństwa, do których mieliśmy ochotę powrócić, a okazało się, że dziecko ziewa przy nich i męczy się niemiłosiernie… Trudno. Trzeba szukać innych czytelniczych wspólnych dróg. I w tym mogą pomóc właśnie te książkowe odkrycia, dokonane dzięki niespodziewanym prezentom od kuzynki, ciotecznej babci czy dawno niewidzianych znajomych.

A co, jeśli książkowe upominki okazały się NAPRAWDĘ bardzo, ale to bardzo nietrafione? Jeśli dana książka nie podoba się ani nam, ani dziecku, nie ma sensu czytać jej na siłę, tylko dlatego, że jest. Szkoda na to czasu, który lepiej spożytkować na lekturę czegoś, co nas zaciekawi i sprawi przyjemność. Jak powiada profesor Leszczyński: „Każda nudna książka w księgozbiorze naszych dzieci to kamień rzucony w przyzwyczajenia czytelnicze. I z powodu każdej nudnej książki w księgozbiorze, słabej, nijakiej, letniej, z każdej książki ugrzecznionej i wolnej od czytelniczych emocji każdy – czy to rodzic, czy bibliotekarz, czy nauczyciel, czy babcia lub dziadek, ciocia lub wujek, czy wydawca czy księgarz – po prostu każdy powinien odbywać srogie pokuty. Najlżejsza kara to dziesięć lat nudnych lektur. Bez taryfy ulgowej”(2).

Jeśli więc traficie na książki, które nie wzbudzają ani w was, ani w dziecku żadnych emocji, przejdźcie się razem do najbliższej biblioteki i zapytajcie o możliwość przekazania takich książek w darze. Może dla jakiegoś dziecka właśnie wasz nietrafiony świąteczny prezent będzie wyjątkowym książkowym odkryciem?

Paulina Zaborek
redaktorka, tłumaczka, członkini Polskiej Sekcji IBBY. Mama dwunastolatki i pięciolatka. Prowadzi rubrykę KL Dzieciom oraz blog o książkach dla dzieci i młodzieży www.poczytajdziecku.pl

(1) Justyna Sobolewska, Książka o czytaniu, wyd. Iskry, Warszawa 2016, s. 186.
(2) Grzegorz Leszczyński, „Wielkie małe książki. Lektury dzieci. I nie tylko, wyd. Media Rodzina , Poznań 2015, s. 12.

    • Kategoria:Do poczytania